MACIERZYŃSTWO

O BEZPIECZNYM DOMU

Nie kupuj drewnianych zabawek, bo dziecko się uderzy, nie kładź dywanu, bo roztocza, nie wieszaj firanek, bo gromadzą kurze, szczep dzieci, nie szczep dzieci, nie dawaj do żłobka, nie karm ze słoiczków, nie karm warzywami z marketu, nie kupuj tego krzesełka, nie kupuj tych fotelików, bo są niebezpieczne. Nałóż gumki na szafki, obkręć nogi stołu folią bąbelkową… Można zwariować…

Świat oszalał?

Czy czasami nie wydaje się Wam, że świat oszalał? Czy nasi rodzice też nas tak wychowywali? Nie pamiętam, by ktoś zabezpieczał mieszkanie, piaskownicę, łóżko, drzewo czy park. Za to pamiętam mamę, która zawsze była przy mnie, która obserwowała i czuwała, by nic złego mi się nie stało i uczyła mnie życia, pamiętam babcię, która tłumaczyła mi, że coś jest gorące, pamiętam tatę, który coś skręcał i naprawiał, a ja siadałam naprzeciwko niego i patrzyłam na interesujące mnie śrubki i dziwne elementy. Tak się kiedyś uczyło bezpieczeństwa. Nie zabezpieczając, nie, ale tak naprawdę będąc blisko tych wszystkich „niebezpiecznych rzeczy”. Czy dzieci są teraz bardziej niegrzeczne, nieokiełznane?

Pierwszy raz mojej córki

Zdarzyło się to mojej córce i zdarzać się będzie nie raz, wiem o tym, nie uchronię jej przed tym. Otworzyło mi oczy… O czym mowa? O pierwszym guzie. Moja córka nabiła go sobie, gdy karmiłam synka. Ciężka sprawa, bo się nie rozdwoję… Małego karmiłam, a Haniulka „buszowała w dużym pokoju”. Gdy dzieci zaczynają raczkować, mają jeszcze nie skoordynowane ruchy i łatwo o urazy. Poczyniłam już pierwsze kroki z przeniesieniem biurka i sprzętu M. do sypialni, w sumie to był ostatni dzwonek. Teraz muszę pomyśleć o mieszkaniu…

Szczerze mówiąc o zabezpieczeniu mieszkania…

Moi znajomi przychodząc do mnie dziwią się, czemu nie mam gumowych ścian itp. Przeraża mnie myśl o zatykaniu kontaktów, zakładaniu blokad, wykładaniu wszędzie poduszek i materacy. Nie dlatego, że to kosztowne, dziwne wygląda itd. Chciałabym, żeby moje dzieci doświadczały, a nie siedziały w zamkniętej klatce, kojcu, czy odizolowane od każdego pomieszczenia były bramkami lub miały tylko dywanik do dyspozycji do zabawy…

Trochę jednak zmiękłam, gdy zobaczyłam guza na czole u mojej córki i przez pół godziny siedziałam z nią i przykładałam jej lód do czoła… Uznałam jednak, że to moja wina, bo powinnam przewidzieć, że córka może się uderzyć akurat w danym miejscu mieszkania, nie oznacza to jednak, że chcę w domu obłożyć gumą ściany itp. Wręcz przeciwnie, uważam nadal, że muszę być czujna i nie uprawiać jak to jeden bloger nazwał „leniwego rodzicielstwa”, chce za to patrzeć i być z dziećmi w każdym zakamarku i chronić je przed urazami. Poza tym chcę, by moje dzieci nauczyły się, że są różne struktury mebli, jedne są twarde, drugie miękkie. Po łóżku można się turlać i wygłupiać, ale przy drewnianym stole i komodzie już nie.. Nie chcę, by nie miały w ogóle wstępu do kuchni. Pragnę, by w kuchni też przebywały moje dzieci, ale w kuchni należy uważać na piekarnik i na gotujące się rzeczy. I tak w każdym pokoju i przy każdym kontakcie, rogu…

To dla mnie i dla dzieci trudne. Są wszystkiego ciekawe i są coraz szybsze, sprytniejsze… a ja bojąca się o kolejnego guza… Nie chcę być matką od której słyszą na każdym kroku „Nie wolno, nie można, nie dotykaj, nie zbliżaj się, uważaj”. Nie zrozum mnie źle, nie uważam, że takie sformułowania są złe i że ich nie należy używać, ale nie chcę by te sformułowania przeważyły w mojej mowie do moich dzieci, a uwierzcie mi, że jak nie do jednego, to do drugiego muszę mówić. Staram się więc inaczej, bez zakazów, jakoś pozytywnie.

Po długich rozważaniach uznałam, że wyciągnę kojec, który dostałam za darmo od koleżanki (dziękuję M.) i aby być spokojniejszą będę wkładała do niego dzieci, gdy np. będę chciała iść do toalety. Nie chcę jednak, żeby moje dzieci pół dnia w nim spędzały. Tak jak już wspomniałam, nie chcę by moje dzieci były niewolnikami w swoim domu w zamkniętej klatce czy kojcu. Wiem, że to trudne. Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Jest to trudne dla mnie jako dla rodzica. Nie mam już czasu dla siebie. Gdy tylko moje dzieci zaczęły się przemieszczać jest ciężko. Ale to mój wybór. Jestem więc z nimi na podłodze, w każdym kącie i gdy idę do innego pokoju czy kuchni ciągle mam je na oku. Ciągle pod czujnym moim okiem, ale nie w klatce. Tak to widzę. Jest pełno gadgetów na rynku, którymi zaśmieciłabym swoje mieszkanie i być może odciążyły by mnie, ale nie chcę, podziękuję, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Piszę to z wielką odpowiedzialnością, bo tak to widzę, macierzyństwo to wielka odpowiedzialność, odpowiedzialność za miłość, za ludzi, których się kocha. Właśnie zaczyna się najtrudniejszy okres w naszym życiu (a może i nie? Pogadamy jeszcze o dojrzewaniu;)

Co moim zdaniem jest niezbędne, czyli jak zabezpieczyć mieszkanie

Owszem, chcę by było bezpiecznie w moim domu, nie jestem wariatką, ale chcę także, by dzieci czuły się w nim dobrze i mogły poznawać świat. Gdy ma się dwójkę małych dzieci jest to szczególnie trudne, dlatego nie dajmy się zwariować, ale trochę sobie możemy pomóc. Oto moja bezpieczna lista:

  1. Zabezpieczenie kontaktów

 Faktycznie uznałam, że zabezpieczenie kontaktów przy podłodze jest niezbędne, szczególnie, gdy dzieci mocno się ślinią i mogą mieć mokre rączki i włożyć je do kontaktu.

  1. Kojec

 Uznałam, że przy bliźniakach kojec jest niezbędny dla mojego psychicznego zdrowia, jest ciężko, gdy dzieci rozbiegają się w dwa różne kierunki, a ja nie wiem za którym mam gonić… Kojca używam tylko wtedy, gdy chcę iść do toalety itp. Chcę powiedzieć, że moje dzieci nie siedzą w nim pół dnia. Jakoś nie miałabym sumienia ich tam „więzić”. Przecież podłoga jest znacznie fajniejsza J

  1. Zabezpieczenie rogów, kantów

Faktycznie zabezpieczenie ostrych rogów stołu czy innego mebla jest konieczne, gdy nie chcemy, by nasza pociecha chodziła z guzem.

  1. Bezpieczna podłoga

Warto zadbać o bezpieczne miejsce do zabawy na podłodze. Świetnym pomysłem są maty dostosowane do małych dzieci.

A tak naprawdę najważniejsza jest nasza czujność i przewidzenie pewnych spraw. Zabierzmy niebezpieczne przedmioty z podłogi, zabierzmy rzeczy, które mogą spaść na dziecko i po prostu bądźmy.

PS: A tak do wiadomości niektórych – my uwielbiamy drewniane zabawki i nie mamy zamiaru z nich rezygnować tylko dlatego, że to niebezpieczne 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *