PRZYGODY

PIERWSZE WYJŚCIE

Dojrzałam w końcu do tego by wyjść gdzieś sama z mężem. Po pół roku! To nie był wcale zaplanowany wypad. „Spontan”. Tak się złożyło, że była u nas siostra M. i mogliśmy skorzystać z tego, że wieczór mamy dla siebie. Należę do tych szczęściar, których dzieci przesypiają całą noc (w piątym miesiącu był przełom) i naprawdę dzięki temu można troszkę odpocząć. A było tak… 

Mój M. wpadł do domu po pracy i mówi, ze znajoma załatwia taniej bilety do teatru i dziś na 19.00 spektakl. Nie wiem, czy wiecie, ale ja bardzo lubię teatr i nie należę do tych osób które były ostatnio na jakiejś sztuce w podstawówce. Mówię więc, że ja bym bardzo chętnie poszła, ale nie wiem jak dzieci…Czy nie będą marudzić itd. Pierwsza wersja była taka, że idę sama, bo nie wiadomo jak dzieci będą się zachowywać, a M. najwyżej zostanie. Potem mąż przemyślał sprawę i stwierdził, że fajnie by było wyjść razem. Pewnie, że fajnie, ale zależało nam by dzieci już spały, gdy wyjdziemy. No świetnie, ale jak to zrobić…

Naprawdę nie wiem jak to się udało. Dzieci zasypiają nam ok. 19-20 godziny, a spektakl był na godz. 19.00, co oznaczało, że ok. 18.00 muszą już być w łóżeczkach i po kąpieli. No, więc akcja! O 17.00 zasłoniłam rolety i powiedziałam: „Dzieci już jest noc, pora spania”. Wykąpaliśmy obydwoje i nakarmiliśmy. O 18.00 były już w łóżeczkach. Udało się! Nawet jeśli by mocno marudziły, to siostra M. da sobie radę, wiele razy już nam pomagała przy dzieciach. Nie wiem jakim cudem, ale Hania zasnęła o 18.00 – uwierzycie? Szymo trochę się miotał, ale widziałam, że jest senny. To był aktywny dzień, więc może dlatego były znużone.

Ja oczywiście w dresach i w jakiejś bluzce. Wpadłam do łazienki z prędkością światła i w 5 minut udało mi się zrobić makijaż i wysokiego kuca i jakoś ulizać grzywkę, by wyglądała elegancko. Potem dylemat: w co ja się ubiorę? Zdałam sobie sprawę, że chyba nie mam ładnej ciepłej sukienki w którą mogłabym się zmieścić. Jestem zmarźluchem i często wieczorami jest mi zimno… Nałożyłam czarne rajstopy, szarą sukienkę, w locie nakładałam buty na obcasach, mąż się wystroił. Zapomniałam już jaki jest przystojny w marynarkach. Czułam, że chyba pierwszy raz on wygląda lepiej ode mnie… Heh, ale to nic, w sumie się cieszyłam.

Jedziemy do Teatru Polskiego. Wysiadam. Zimno mi, myślę sobie – jejku – naprawdę jest tak zimno już wieczorami? Gdzie te lato? Już minęło? Wracam myślami do tego co nas czeka. Sztuka o relacjach damsko-męskich, super, to coś dla nas. „Klub Kawalerów” reż. Łukasz Gajdziś. Wpadamy do teatru, znajoma już czeka, udało się załatwić zniżki, patrzy na mnie i mówi „Hej, pięknie wyglądasz”. Myślę sobie – chyba tak tylko mi mówi, żeby mi przykro nie było, no, ale miło, naprawdę miło.

W teatrze śmiałam się jak nigdy. Pomyślałam nawet, że ta pani przede mną w rzędzie śmieje się głośniej niż ja, więc nie jest źle. Po 10 minutach „ta pani” wstaje i okazuje się, że jest aktorką i gra w tym spektaklu, po prostu odgrywa rolę. Oj… To teraz chyba mnie najbardziej bawi.

Po spektaklu mieliśmy oczywiście szybciutko lecieć do domku, do dzieci, ale… Ale znajomi namówili nas na jedzonko do knajpki. No jak tu nie pójść. Mój mąż dostał smsa od siostry, że wszystko w porządku i smacznie śpią, więc pomyślałam, że zaszaleję i jak już od tygodnia nie karmię to nawet drinka wypiję. I wypiłam, zjadłam. Było mi strasznie gorąco, bo w knajpce, było ciepło, a ja zamiast zdjąć poplamioną bluzkę od kaszki i obiadków wciągnęłam na siebie szybko sukienkę… No cóż, gdybym wiedziała, że pójdziemy do knajpki to bym się inaczej ubrała. Było naprawdę miło. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że tylko my wśród znajomych będących z nami mamy taki długi staż małżeński i dzieci. Czułam się jak jakaś stara matrona wyrwana na imprezę ze studentami, ale było mi z tym dobrze. Czułam się szczęściarą, Ci wszyscy ludzie siedzący obok nas tak naprawdę szukają tego szczęścia i miłości. Uświadomiłam sobie, dlaczego mnie tak śmieszyła pierwsza część spektaklu. Po prostu znałam problemy o których była mowa w spektaklu, a przede wszystkim w małżeństwie. Naprawdę miło spędziliśmy ten wieczór i po cichutku na paluszkach wróciliśmy do domku.

A „Klub Kawalerów” polecam. Szczególnie małżeństwom 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *