PORADY

MOJE SPOTKANIE Z NEUROLOGOPEDĄ – SMOCZEK I INNE PORADY

Do niedawna nie wiedziałam, że istnieje ktoś taki jak neurologopeda. Logopeda dla niemowląt? Wydawało mi się to zabawne. Myślałam: Nie dajmy się zwariować… Pewnie znów wymyślą jakąś chorobę mojemu dziecku. Okazało się, że konsultacje neurologopedyczne odbędą się dla moich dzieci (byliśmy w Dziennym Ośrodku Rehabilitacji i tam takie konsultacje są normą), podeszłam do nich z dużym dystansem. Bałam się, że Pani na zawołanie każe gaworzyć moim dzieciom. Zostałam miło zaskoczona i te konsultacje dużo mnie nauczyły. Chcę się z Wami podzielić wiedzą, jaką otrzymałam po konsultacjach.

Jak to było z naszymi smoczkami?

Może zacznę od początku. Moje dzieci mają smoczki. Trudno im zasnąć bez nich. Wiem jak podchodzą do smoczków logopedzi. Krzywy zgryz, te sprawy… Wcześniej sama byłam przeciwniczką smoków, myślałam: to niehigieniczne, boję się wad wymowy, po co to moim dzieciom itd. Życie oczywiście wszystko zweryfikowało, tak to jest gdy się staje rodzicem… Wiem, wiem, myślicie sobie, że ja popędziłam do sklepu gdy tylko dzieci dostały ataku płaczu i sama dałam im smoczki. Otóż nie. Smoczków nigdy nie kupiłam i nie miałam zamiaru kupować. Mieliśmy kilka w szufladzie, bo otrzymaliśmy je w szkole rodzenia za darmo. W ogóle się do nich nie przywiązywałam. No więc: pierwsze tygodnie po urodzeniu. My nadal w szpitalu. Od dwóch tygodni byłam przykuta do łóżeczek bliźniaków. Nie chciałam ich ani na minutę opuszczać. Mąż przychodził codziennie, siedział obok nich, a ja wtedy pozwalałam sobie na drzemkę. Jeśli nie wiecie jak to jest w szpitalach dziecięcych to szybko zilustruję. Cieszycie się gdy możecie być blisko przy dziecku i śpicie gdzie popadnie, na krzesełku, pod łóżeczkiem, jesteście szczęściarzami jeśli mieści się materac, który sobie sami przywieziecie, a uwierzcie mi – w większości przypadków  w salach on się nie mieści. Śpicie więc gdzie popadnie, macie szczęście jeśli jest rozkładany fotel lub cokolwiek przypominające łóżko (oczywiście narzekacie na niego strasznie, ale nie zdajecie sobie sprawy, że w innych przypadkach Was wygonią lub zaoferują Wam podłogę). Po 3 tygodniach bycia z dzieckiem lub w moim przypadku z dziećmi marzyłam o wannie i zwykłym łóżku. Mniejsza o to. Po 3 tyg. nie wychodzenia ze szpitala lekarka prowadząca wręcz wygoniła mnie do domu, bym się wyspała. Bała się, że przez ten stres stracę pokarm… a już i tak było z nim kiepsko… Maż został z dziećmi. Na kilka godzin. Nic wielkiego. Moje dzieci były już karmione butelką, więc ściągnęłam im pokarm i pojechałam. Wracam. Mąż mówi, że musi mi się do czegoś przyznać. Przestraszona pytam o co chodzi. On mi na to: Dałem dzieciom smoczki. Wie, jaką miałam niezadowoloną minę… Mówi dalej: „No co? Co miałem robić? Szymek nie chciał się uspokoić. Ja cycka nie dam…” No i oto winowajca dawania smoczków! Trudno, dostały, przyzwyczaiły się.

Smoczek przyjaciel?

Wiecie co? Dziś jestem wdzięczna. Wbrew pozorom te smoczki nie raz uratowały sytuację i co się okazało stały się moim przyjacielem. Niejeden psycholog nawet powie, że posiadanie smoków jest dobre, bo dziecko uczy się uspokajać same, a to ważne, ważne dla niego i dla mamy. Naprawdę dziś inaczej do nich podchodzę. Nadal boję się porzucenia smoka, obawiam się jak to będzie, nie chcę, by moje dzieciaki przywiązały się z nimi na długo, ale wiem, że posiadanie smoczków nie jest złe.

Porady neurologopedy dotyczące smoczka

Neurologopeda na szczęście mnie w tym utwierdziła. Powiedziała, żebym nie bała się smoka. Smok nie jest zły, ale musi być odrzucony w odpowiednim momencie. Tak, tak, ale jak wybrać ten odpowiedni moment i jak to zrobić? Martwię się już o to. Pewnie niepotrzebnie… O wiele rzeczy się martwię. Neurologopeda powiedziała mi kilka tajemnic, jak uporać się pomalutku ze smokiem.

  1. Używaj smoka sporadycznie.
  2. Sprawdź, czy dziecko na pewno potrzebuje smoka, czy Ty z przyzwyczajenia po prostu mu go dajesz.
  3. Nie dawaj dziecku smoka na podwórku.
  4. Gdy dziecko nie może zasnąć bez smoka, daj mu go, a gdy zaśnie wyjmij go z buzi dziecka.
  5. Do 18 miesiąca postaraj się zupełnie wyeliminować smoczka z waszego życia.

Inne porady logopedyczne i nie tylko

Specjalistka zauważyła, że moje dziecko często zaaferowane czymś siedzi z otwartą buzią i czasami z lekko wysuniętym językiem. Poradziła mi, żebym szczypała w języczek, by go schowało i mówiła: zamknij buzię, dotykając jego brody i lekko przesunąć ręką w kierunku zamknięcia ust. Czego jeszcze się dowiedziałam? Żeby mówić „tata” lekko wysuwając język, by dziecko widziało, że „tata” różni się od „dada”. Dziecko podobno wychwyci różnicę w dźwięku i będzie obserwować nasze ruchy ust. Machając do dziecka na do widzenia i mówiąc „pa pa” powinniśmy zginać dłoń, a nie ją machać, podobnie, gdy mówimy „mniam mniam” – powinniśmy się klepać po brzuchu, a nie głaskać w kółko. Takie ruchy, są dużo łatwiejsze dla dziecka i szybciej się ich nauczy. Dużo mówmy do dziecka, gdy dziecko się czymś zainteresuje mówmy: „To jest…” Mówmy do niego prostymi zdaniami i łatwymi wyrazami. Dzieci na początku mówią ciągiem „mamamamam”, „babababa” itd, dopiero później uczą się mówić „mama”, należy więc mówić krótko „mama”. Dzieci opóźnione w rozwoju ruchowym mogą później mówić i wolniej się uczyć, należy z nimi ćwiczyć, a wszystko powinno się unormować po jakimś czasie.

Dobrze by było, gdyby dziecko do 12 miesiąca życia mówiło świadomie: „mama”, „baba”, „tata”, „da-da”, „pa-pa”, jeśli tego nie robi możemy skonsultować się z logopedą lub neurologopedą w szpitalu lub w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Oczywiście do każdego dziecka należy podchodzić indywidualnie, te porady były skierowane do moich dzieci – dodam, że do dwójki zupełnie innych osobowości, ale być może i Wam się przydadzą 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *