MACIERZYŃSTWO

OKIEM TATY – O ROZWODZIE

Rodzicielstwo. Przejdźmy się po księgarni. „Jak być dobrą mamą”, „Jak karmić”, porady dla matek, wszystko dla mam. Mój M. często się oburza. Rozumiem go doskonale, bo własnie pokazuję mu zagadkowy tytuł książki „Dla mam i innych rodziców”. M. wiele razy mi mówił, że wkurza go to, że wszystko jest dla mam, dlaczego nie dla tatusiów czy nawet rodziców. W czym tata jest gorszy? Czy w ogóle jest gorszy?  M. czuje się upokorzony, że w dzisiejszych czasach ojców nadal traktuje się tak, jakby ich rola kończyła się na zapłodnieniu. A przecież on jest tak samo rodzicem jak i ja i chce decydować o losie naszych dzieci, spędza z nimi czas, karmi, przebiera pieluchy, wychowuje. Opiekuje się i wychowuje nasze wspólne dzieci. Nasze, nie moje, nie jego. Nasze wspólne.

A kto zostaje z Twoimi dziećmi?

Wychodzę na imprezę służbową. Koleżanki pytają co z dziećmi. Odpowiadam, że zostały z tatą. Na następny dzień wypytują się mnie jak to sobie mój mąż poradził… I jak to dzieci przeżyły. Dziwię się, bo przecież nie zostaje z nimi pierwszy raz. Odpowiadam, że normalnie, że też jest rodzicem. Naprawdę nie wiem skąd to się bierze… Mnie nikt nie pyta, gdy zostaję sama z dziećmi czy sobie poradzę? To przecież takie oczywiste, bo jestem mamą? My kobiety myślimy, że bez nas to nasze dziecko się zapłacze, że tata sobie nie poradzi, że musimy wszystko robić same. Same nakręcamy się w taki kołowrotek, a gdy naprawdę potrzebujemy pomocy ojca okazuje się, że on ma kłopot z opieką nad dzieckiem. Dlaczego? Bo nigdy nie dałyśmy mu okazji się wykazać, bo zawsze wszystko robiłyśmy same.

Rozwód

Współczuję mamom, które ograniczają opiekę ojcom. Współczuję samotności rodzica. Współczuję samotnego wychowania, ale też rozłąki drugiego rodzica. Nie wiem co by było, gdybyśmy się rozstali z M., gdybyśmy już nie widzieli sensu wspólnego bycia ze sobą. Mamy dwójkę dzieci. Za żadne skarby nie chciałabym ich nikomu oddać. Prędzej wydrapałabym oczy mojemu M., niż bym mu je oddała. Samo myślenie o rozwodzie i o podzieleniu się dziećmi mnie przeraża. Naprawdę nie wyobrażam sobie tego… Jestem szczęściarą i na szczęście nie muszę. Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. Czasami ludzie się rozwodzą.

Okiem taty o rozwodzie

Pragnę się z Wami podzielić tekstem bardzo bliskiej mi osoby, wspaniałego taty, który przeżył rozwód i musiał „podzielić się” córką. Obok tych słów nie mogłam przejść obojętnie. O tym, że mężczyźni też mają uczucia i kochają swoje dzieci tak samo jak my matki i o tym, jakie to jest trudne. Więcej nie napiszę, bo łza w oku mi się kręci. Za zgodą autora cytuję jego słowa. Dają do myślenia.

„(…) to ważny dla mnie temat i trochę to we mnie siedziało. O rodzicielstwie po rozwodzie. Bez względu na płeć, bo każdy może mieć swoje doświadczenia, ale ja przedstawiam swój punkt widzenia związany ściśle z moją sytuacją i historiami, które poznałem. Także męskie spojrzenie na ojcostwo po rozwodzie. Może ojcostwo to złe słowo. Bycie tatą. Tak to czuję i tak chciałbym żeby myślało o mnie moje dziecko, bo ojcem może być każdy, ale na miano „tatusia” trzeba sobie zasłużyć. Do sedna więc. Początek jest najgorszy i kto tego nie przeżył, nie jest w stanie tego dobrze zrozumieć. Z taty, który jest przy swoim dziecku od dnia narodzin, karmi, usypia, uczy stawiać pierwsze kroki, wstaje w nocy, kąpie i wydurnia się przy śniadaniach stajesz się strachem na wróble. Dziecko zostaje z matką w 90% (nie licząc patologicznych historii) ze względu na więź emocjonalną itd. Dodatkowo bez względu na to, co zaszło między rodzicami jeśli mówimy o córce, to każdy zdaje sobie sprawę jak ważną rolę odgrywa mama i kierując się dobrem dziecka nie chcesz mu robić krzywdy walcząc z systemem/psychologami/obserwacjami i publicznym praniem brudów. Koniec końców zostajesz sam w czterech ścianach. Teraz dziecko jest przekazywane z jednego do drugiego domu i musi się do tego dostosować. Ewentualnie zostają wizyty i spotkania. Bolesne, ale zarazem mam wrażenie, że dzieci szybciej się oswajają z taką sytuacją niż dorośli (przynajmniej pozornie, bo wychodzi to z czasem). Jeśli rozstanie rodziców odbywa się w miarę kulturalny sposób to jeszcze nie jest strasznie, ale z tego co przeżyłem i obserwowałem z bliska często dochodzi do: gry dzieckiem i jego emocjami, izolowaniem drugiego rodzica, potajemnym wywożeniem do innego miasta, robieniem z ojca wariata/furiata. Swoją drogą naprawdę niewiele trzeba żeby zwariować, ale jeśli masz przy sobie dziecko nigdy nie zrozumiesz co przeżywa druga strona i jak świat wali jej się na głowę kiedy naprawdę kocha swoje potomstwo. Eks-partner czy małżonek zapomina znaczenie słowa empatia. Właściwie wręcz wykorzystuje zaistniala sytuację, by w chory sposób mieć przewagę i górować. Bywa okropnie i bardzo obrzydliwie. Łatwo wpaść w dół, w bagno i nigdy się z tego w pełni nie wykaraskać.Musisz walczyć o dziecko i kontakt z nim. A jednocześnie kochając swoje dziecko z całego serca nie potrafisz się do końca cieszyć wspólnymi chwilami. Może dlatego, że są to już tylko chwile, a nie codzienność albo też dlatego, że w pokrętny sposób czujesz się zdradzony i opuszczony takze przez dziecko. Głupie i dziwne, ale prawdziwe. Niestety… Masz wrażenie, że w drugim domu trwa nieustająca indoktrynacja: o czym wolno rozmawiać, czego nie wolno ujawnić, jakie informacje pozyskać. Cholernie to wk…… Mijają tygodnie. Starasz się stanąć na nogi, przejść do porządku z nową sytuacją. Kiedyś miałeś wpływ na życie dziecka i decyzje były omawiane wspólnie – dzisiaj kontakt ogranicza się do przysług związanych z odbieraniem dziecka, potrzebnymi dokumentami oraz oczywiście kwestia finansów (kluczowy temat dla drugiego rodzica). Cała reszta to postawienie przed faktem dokonanym. Smutne, puste Dni Ojca czy Dziecka na odległość. Ale cóż…zaciskasz zęby…To córka jest najważniejsza. Choć nie masz czasem najmniejszej ochoty, to jednak starasz się być w porządku, nie poruszasz pewnych tematów, mówisz poprawnie o drugiej stronie, bo nie chcesz aby Twoje dziecko było zakładnikiem tej sytuacji i dodatkowo cierpiało po tym całym piekiełku. Skupiasz się na małej. Ona jest kluczowa. Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Dzwonisz, wysyłasz wiadomości nawet gdy rozmowa się nie klei albo czujesz chłód i dystans bardzo odmienny od tego co odczuwasz gdy jesteście razem sam na sam. Miesiące, lata mijają. Córa po całym tym trudzie czuje, że jesteś i zawsze może na Ciebie liczyć. Tęskni, czeka, czujesz jak się cieszy, gdy się widzicie. Dajesz jej najlepsze chwile jakie potrafisz zorganizować, weekendy pełne emocji, bliskości i szczerości. Cały ten wysiłek i czas zainwestowany w relację z dzieckiem procentuje. To była długa droga i cholernie wyboista. Ale warto…chwila gdy dziecko biegnie do Ciebie żeby Cię przytulić lub nazywa Cię swoim bohaterem jest bezcenna i nie ma co więcej na ten temat mówić. Nie poddawaj się rodzicu i nie rezygnuj nawet jak jest bardzo ciężko. Warto walczyć. Dla dziecka.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *