PRZYGODY

RZECZYWISTOŚĆ A BLOG

Ostatnio znów mam gorsze dni. Mam wrażenie, że z niczym sobie nie radzę. M. ma nogę w gipsie, a ja czuję się taka samotna. Bliscy śmieją się, że teraz mam trójkę dzieci. Nie jest tak do końca, ale część jego obowiązków spadło na mnie. Mam wisielczy humor, więc sobie pomarudzę troszeczkę…

Czasami zdarza mi się czytać inne blogi. Czytam jak to cudownie mieć mężów, którzy mają dla nich i dla dzieci czas, czytam rady dla par, typu co zrobić, żeby utrzymać cudowny związek. Patrzę także na zdjęcia na Facebooku i Instagramie. Patrzę na cudownie zadbane domy, na przepięknie urządzone pokoiki dla dzieci, na porządek w pokojach dla dzieci, czytam jak to mamy trójki dzieci świetnie sobie radzą, mają nienaganny makijaż i doradzają jak dbać o siebie i o swoje dzieci. Zastanawiam się jak wygląda życie. Co zrobiłam nie tak z moim życiem, że żeby mieć czysty dom muszę sprzątać go nocami, pranie zdarza mi się powiesić ok.22 godziny, a obiad sam także się nie zrobi… Co robię nie tak, że choć każdą chwilę spędzam z dziećmi (bo tak chcę) czasem czuję się nieszczęśliwa i nie mam zbytnio czasu dla siebie. Co robię nie tak, że chociaż staram się bardzo, bardzo – to wydaje mi się, że zaraz się rozsypię. Nie wiem, co jest, że ja zawsze wyglądam jak rozczochrana, makijaż robię w biegu, narzucam na siebie coś zbytnio nie myśląc czy wyglądam zachwycająco, zakupy robię z „językiem na brodzie” i zawsze myślę o dzieciach. Trzymam się kurczowo swoich przyzwyczajeń i rutyn z dziećmi, które dają i mi i im poczucie bezpieczeństwa i poczucie, że robię dobrze… No cóż, nie pozwalam sobie na wiele rzeczy, bo uważam, że teraz nie jest czas na to, po prostu, jestem upragnioną mamą i niektóre rozrywki mogą poczekać lub wyjścia na inny czas.

Miotają mną różne uczucia. Mówię do siebie: Becia jesteś egoistką i sama nie wiesz o co Ci chodzi. Przecież sama piszesz o wielu rzeczach, polecasz coś, doradzasz. Tak, tak, a teraz patrząc na innych czujesz się może lepsza?, a może jak myszka? Sama uważasz się za eksperta? To jak to jest z Tobą? Wczoraj usłyszałam od koleżanki, że ja to na pewno mam perfekcyjnie w domu i moje dzieci zasypiają o 19, więc co ja tam wiem… No, że ona wie, że u mnie jest jak w pudełku, wszystko poukładane. Jej mąż uśmiecha się i potwierdzająco kiwa głową, że był u nas i widział jak to powinno być, że faktycznie nasze dzieci same zasypiają w łóżeczkach itd. Uśmiechnęłam się do niej, a w myślach mówię sobie, że oni nic nie wiedzą, jak bardzo się mylą, przecież to mi wydaje się, że sobie z niczym nie radzę. A stwierdzenie, że coś powinno tak być jak u mnie jest dla mnie naprawdę śmieszne. To nie ja wyznaczam standardy, ja po prostu tak to widzę, robię tak, bo uważam, że to dobre dla mojej rodziny, ale broń Panie Boże nie narzucam nikomu tak żyć. Każdy ma swoje życie i wychowuje swoje dzieci jak chce. Każde dziecko jest inne i nie da się tego ujednolicić. Mi zależy na „w miarę” czystym domu, więc i takie mam mieszkanie, „w miarę czyste”, pisze w miarę, bo jeśli przyjdziesz do mnie ok.21 to naprawdę jest czysto, a gdy przyjdziesz o 9 rano to kuchnia wygląda jak pobojowisko, pokój dzieci jak poligon, a mnie zastaniesz w dresach i starym T-shircie zapewne nienagannie uczesaną i pomalowaną jak u innych na blogach;) I nie to, że nie zdążyłam posprzątać czy się ubrać, ale już wszyscy zdążyliśmy nabrudzić i 2 razy się przebrać. Zależy mi na czasie spędzanym z rodziną, więc dlatego mam mało czasu tylko dla siebie.

Patrzę, czytam, przeżywam i zastanawiam się czy te inne kobiety też tak mają. Myślę sobie, że nie… Bo ja jestem mężatką od 7 lat i nie stać mnie byłoby, by komuś doradzić co ma zrobić, by jego związek był równie cudowny jak mój. Myślę sobie, że bardzo często wyobrażam sobie jak walę patelnią po głowie mojego męża i słucham tego brzdęku uderzenia i cieszę się tą chwilą i zastyga czas jak w kreskówce i pewnie szybciej o tym bym napisała tekst… Nie, nie zazdroszczę im, dziwię się jak sobie dają radę. Jak sobie dają radę z trójką dzieci i z tak cudownym mężem, jak bardzo potrafią wciskać mi kit i reklamować cudowne drogie rzeczy bym kupiła je moim dzieciom. Naprawdę jestem pracowitą osobą i dość zorganizowaną, ale czasami nie starcza mi sił, po prostu tak fizycznie, tak normalnie… Muszę się zregenerować przez noc, by na następny dzień przywitać dzieci z uśmiechem i nie zabić M., bo jak to w życiu bywają lepsze i gorsze dni.

Powiem tak: jestem mamą dwójki dzieci, dwójki dzieci w tym samym wieku, dwójki dzieci innej płci, jestem żoną, kochanką swojego męża, kucharką, sprzątaczką, praczką, wróżką, clownem i chyba wszystkim naraz. Na blogu mogę pokazać Ci wszystko. Mogę zrobić zdjęcie jak bywa mi ciężko i mogę zrobić zdjęcie, które przedstawia odwrotną sytuację. Prawda zawsze jest pośrodku. Życie to nie Internet, życie to nie kilka rad napisanych wczoraj, a dzisiaj zupełnie już nie pasujących do rzeczywistości. Wszystko się zmienia. My się zmieniamy, nasze dzieci się zmieniają. Nie jestem nikim lepszym czy gorszym. Nie czuję się superbohaterką mamą, nie startuję w konkursie na najlepszą mamę na świecie (naprawdę ktoś wymyślił taki konkurs?), moja rodzina to nie superbohaterzy, nie uważam się za nikogo lepszego przez to, że jestem mamą, choć jestem bardzo z tego dumna. I jeszcze jedno: nie traktuję swojego ciała jak porażki, ale zawsze jest w nim co poprawiać i było tak zawsze: przed i po zostaniu mamą.

Jestem człowiekiem z krwi i kości. Nie jestem kamieniem. Życie „daje nam w kość”. Nam wszystkim.  Pozdrawiam Cię serdecznie. Trzymaj się dzielnie.

1 thought on “RZECZYWISTOŚĆ A BLOG

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *